Każdy z nas osób aktywnych na hasło „tłuszcz” reaguje dwojako, zdrowy makroskładnik diety a wiec pozytyw lub niechciana tkanka która psuje nam wyprimage001acowaną sylwetkę gdy np. poluzujemy z dietą, aktywnością lub z innych przyczyn nie jesteśmy w stanie jej utrzymywać.

 

Ja dziś opiszę pierwszy przypadek podnosząc tłuszcze na wyżyny jako główny makroskładnik naszej diety w krótkim okresie lub nawet jako styl życia gdyż może się okazać, że to właśnie on jest nam pisany.

 

Jak sięgnę pamięcią zawsze byłem osobą otyłą lub walczącą z kilogramami różnymi podejściami do aktywności i sposobu odżywiania. Inni jedli podobnie „u mamy”, biegaliśmy za piłką podobnie a jednak u mnie wyglądało to tak jakbym więcej jadł  a aktywności miał mniej. Nic z tych rzeczy.

Przewijam czas w którym waga z wiekiem rosła poprzez okres nauki, służbę w wojsku jak i początki pracy gdy w nim postanowiłem pozostać. Około 12 lat wstecz.

 Za pół roku ślub a ja zdążyłem zgromadzić około 120 kg mając tyle samo w pasie, brrrrr. Co z tym zrobić?
Trafiłem na książkę Jana Kwaśniewskiego „dieta optymalna” w której gloryfikowane są tłuszcze na rzecz białka i węglowodanów które chodząc już od jakiegoś czasu na siłownie były moim głównym źródłem „zasilania”.

Ciągnąc wątek dalej, przeczytana książka dwa razy i pytania w głowie, dam rade? Tyle wręcz „szmalcu i masła”? o rany, przecież to całkowicie nie zgadza się z tym co się mówi w telewizji, pisze w gazetach kulturystycznych. I zaczęło się. Kiełbasy, tłuste mięsa, smalec, masło, tłuste śmietany… i trochę węglowodanów głównie z ziemniaków. Tłuszcz lał się po brodzie a ja chudłem i chudłem. Zmieniło się wszystko, doszło do tego że jadłem 2 razy dziennie bo po prostu nie byłem w stanie zjeść częściej, jadłem do syta, smacznie i podobno zdrowo. Wyniki krwi oki, waga coraz mniejsza, siła się zgadza, samopoczucie bardzo dobre i tak doszło do dnia ślubu a waga pokazuje 92 kg w sportowej sylwetce. Szok, prawda?

image002image003

I tak trwałem w niej tj. w tym stylu odżywiania jakieś półtora roku. Później zmiana siłowni, wpływ ludzi, może coś innego, dokładnie nie pamiętam. Zacząłem jeść „normalnie” z tym że wiedza na temat zbilansowanej diety już o wiele większa bo zacząłem się interesować co i jak u osób ćwiczących na siłowni wiec robiłem coraz mniej błędów w diecie tj. białko na poziomie około 2-3 gr. węglowodany 4-5 gr i tłuszcz jak najmniej na kg/mc a wiec na tamten czas  jakoś to funkcjonowało. Zacząłem ćwiczyć coraz ciężej wiec i makroskładniki rozkładały się jakoś w związku z tym, masa ciała rosła ale mięśni przybywało, było nieźle.

Następnie kurs na trenera  z Leszkiem Michalski moim obecnym trenerem i Kasią Matellą , oczy się otworzyły szerzej na wiele tematów. Przyszły zawody, dopięta dieta zgodna z zegarem biologicznym i funkcjonowało to całkiem dobrze. Pierwsze zawody od razu w wadze ciężkiej a sylwetka o jakiej mogłem tylko pomarzyć, kolejne waga wyżej i kolejne znowu mięśnia więcej no i pojawił się problem. Więcej mięśnia, większa masa, więcej makroskładników żeby to utrzymać. Doszło do tego że wolałem być  w okresie redukcji niż masy . Ponad półtora worka ryżu, dużo mięsa, jaj, warzywa i tak 5- 6 razy dziennie zaczęło być problemem dla mojego żołądka i samopoczucia.

image004image005

W tym roku startując w MP byłem w finałowej 6 z wagą na scenie około 98 kg odtłuszczony maksymalnie – pytanie, co dalej? Przecież o to właśnie chodzi upraszczając myśl żeby się rozwijać, dokładać mięśnie, odłuszczać się bardziej. Jak pomyślałem o ilościach jedzenia w okresie masy jaka mnie czeka, decyzja krótka, albo tłuszcze albo wcale.
I tak od maja jestem na wysokich tłuszczach i mam się doskonale, organizm przestawił się na to źródło energii idealnie, czuję się znakomicie i przygotowuje do kolejnych zawodów w image006nadziei że wypadnę tak samo jak nie lepiej niż poprzednio.

Decyzja była szybka ale też przemyślana, dużo książek na moich rękach głównie o tematyce biochemicznej, artykuły, youtube, facebook i inne źródła mielone w trybie natychmiastowym aby dostosować wszystko pod siebie i zmienić sposób myślenia, podejścia, oświecić się na w sumie znane ale jak się okazało niezbyt dokładnie ułożone bo sugerowałem się doświadczeniami z przed lat.

ieta tłuszczowa a teraz nawet w moim przypadku do zawodów „ketoza odżywcza” to wydawałoby się prosta sprawa jednak dla zawodnika to dość ciężka i skomplikowana dieta. Jednak jak się okazuje czuję się lepiej niż na ww , jestem silny i co najważniejsze wygląd zapowiada się hmmmm… ciekawie. Poczekamy zobaczymy. Po to są wyzwania. Jednak co jest też pewne i doświadczam na bieżąco. Nie mam wzdęć i tym podobnych sensacji, skoków cukru no bo niby skąd ;-) i samopoczucie jak już pisałem wyśmienite, energii pod dostatkiem a jem teraz raptem 3 razy dziennie. Cuda heh. Właśnie nie cuda a tłuszcze pozwalają mi na lepszy komfort życia, dosłownie nie czuję się jakbym przygotowywał się do zawodów, jem bardzo smacznie no bo kto nie lubi karkówki, kiełbas, serów dojrzewających, śmietany, dużej ilości jaj. Oczywiście upraszczam bo wiadomo że nie każdy akurat musi przepadać za kiełbasą ale produktów tłuszczowych jest mnóstwo a posiłki mogą być tak urozmaicone, kwestia wyobraźni- wiadoma sprawa.

image007image008

Co dokładnie i jak powinno być z tym stylem odżywiania to jednak dość skomplikowana sprawa przynajmniej na początku przygody bo tłuszcz to różne jego rodzaje i źródła, bo minerały muszą być uzupełniane i wiele innych czynników. Węglowodany też są potrzebne w tej diecie a białko powinno być ustalane indywidualnie. Trzeba się badać i sprawdzać poziomy czy to cukru, morfologii, witamin i innych np. teraz poziom ciał ketonowych we krwi  a będąc na „tłuszczach” organizm dość szybko pokazuje niedobory czegokolwiek wiec jednego dnia samopoczucie super a na drugi bardzo źle i trzeba wiedzieć czy zabrakło nam sodu, może potasu a może przesadzamy z białkiem, węglowodanami itd.
Dlatego zanim poznamy organizm w funkcjonowaniu na nich potrzeba czasu i cierpliwości to raz a dwa to uwaga !!! tłuszcze nie dla każdego.

 

Tak to prawda niestety, większość osób lepiej funkcjonuje na typowej diecie białkowo węglowodanowej jednak należy pamiętać że skoro są osoby które doskonale funkcjonują na „tłuszczach” tzn. że ten makroskładnik jest bardzo ważny dla organizmu i nie można go demonizować bo nasycone bo smalec to zło itp. Świadomość musi się zmieniać wraz z rosnącą wiedzą na ten temat i badaniami wiec nie boimy się tłuszczy. Spróbujcie zwiększyć je w diecie na rzecz ww, zastosujcie śniadania białkowo tłuszczowe, sprawdźcie na sobie, badajcie się a nóż okaże się że ten styl jest dla was i będzie smaczniej, bardziej energetycznie, bez wiecznych pudełek w dużej ilości na wyjazd za miasto itd.

image009image010

image011image012

Ja jestem póki co przekonany, że będą one tj. tłuszcze głównym źródłem mojej energii.

 Ze względów zdrowotnych zastosowałem je u mojej małżonki,  doskonale się sprawdzają a i podpowiadam moim podopiecznym że jest alternatywa i warto przemyśleć parę kwestii a przy mojej pomocy można sobie umilić i usprawnić życie. Jeśli oczywiście są wskazania zdrowotne czy chociażby smaki na bardziej tłuste  życie to uwzględnijmy to u naszych podopiecznych, kształćmy się w tym kierunku bo warto mieć kolejną alternatywę, asa w rękawie i poprawiać komfort ludzi którzy nam oddali swoje organizmy pod opiekę.

 Kończąc zdaje sobie sprawę że uprościłem wiele w tym temacie, tak miało być. Opisałem odczucia własnej osoby, co do szczegółów to każdy „ma swoje” a do tego potrzebna jest wiedza, kto wie, może ze szkoleń ;-)


Pozdrawiam

Nie masz uprawnień do dodawania komentarzy.

Copyright © 2017 Sylwetka.org. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.