Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

image001

 

Od jakiegoś czasu piszę książkę. Obecnie na dobre utknęłam na rozdziale poświeconym białkom. Musiałam oczywiście choć trochę miejsca poświęcić popularnym białkom na noc. Jak zwykle trochę zboczyłam z głównego toru…

Uważaj, wszędzie dybie na ciebie katabolizm, czyli magia nocnych białek

To, co spotkamy w składzie odżywek białkowych zalecanych przed snem, to najczęściej połączenie kilku, ciężko strawnych, frakcji białkowych. I taka właśnie mieszanina, którą określę jako „kupa”, jest nam wciskana i reklamowana jako „unikalna mikstura białek o zróżnicowanym czasie wchłaniania” lub „kompozycja zabezpieczająca przez wiele godzin organizm przed widmem katabolizmu”. Przemysł odżywkowy podtrzymuje w klientach nieustanny strach przed chwilą, gdy w jego organizmie zabraknie życiodajnego białka. Wówczas jak za dotknięciem magicznej różdżki – mięśnie sflaczeją i znikną. I wielu „młodzianów” poddaje się takowej wizji. Szczególnie gdy sprzedaje ją obfity w mięśniowe gabaryty Pan.

 

image001
Lepiej czasem pogadać z dzieciakami co mają wielkie pokłady wyobraźni niż z dorosłymi uwikłanymi w skostniałe schematy myślowe

 

A co tak naprawdę za słoną kasę kupuje klient? Zastrzeżoną (czytaj: najwięcej daliśmy tego, co jest tanie) recepturę białek, które przez całą noc będą męczyć jego organizm. Oczywiście tego nie usłyszymy od sprzedawcy!!! Co lepsze, ukierunkowany na efekt klient, nawet jeżeli po kilku dniach użytkowania owego „cudu proteinowego” nie będziemy czuł się komfortowo, bo nie może wyspać się, nie pomyśli nawet, że wynika to ze składu owej odżywki. Może wręcz domniemywać, że tak dzieje się, gdy jego organizmem targa burza anaboliczna w nocy. Siła sugestii, wzbogacona wizją pęczniejących pod wpływem tego produktu mięśni, jest silniejsza niż fizjologia ludzkiego ciała.

 

Producenci wspierają swoje anaboliczne projekcje przy sprzedaży produktów proteinowych rozrysowanymi wykresami i tabelkami wizualizującymi przewidywany czas uwalniania poszczególnych frakcji białkowych. Owszem dla klienta…. to wygląda bardzo profesjonalnie. On wyobraża sobie, że za tym najpewniej stoją badania stu laboratoriów z całego świata. I one ostatecznie uspokajają go i pozwalają żyć w przekonaniu, że całą noc mięśnie będą mogły rosnąć mając do dyspozycji budulec – czyli białka.

 

A jakie są fakty? Nie trzeba podpierać się badaniami stu ośrodków badawczych z USA ażeby dotrzeć do faktów w zakresie ludzkiej fizjologii. Smutne w dzisiejszych czasach jest to, że na przeciętnym Kowalskim większe wrażenie robi Eksperymentalny Ośrodek Badawczy w Missuri (nie mylić z Missouri w USA) czy Uniwersytet Johna Scotta, niż podręcznik z fizjologii. Trochę w tym „małego Polaczka”, który myśli że jego rodaków nie stać na większe osiągnięcia. Najwięcej jednak, moim zdaniem jest w tym lenistwa i chęci uzyskania skondensowanej i jednoznacznej odpowiedzi na bardzo zawiłe pytania. Uniwersytet z miasta, o którym nikt nie słyszał, podaje zazwyczaj odpowiedź dosłownie w kilku zdaniach. Ażeby wyłuskać potrzebne nam fakty z fizjologii trzeba się trochę namęczyć, poszperać.

 

image003

 

W książce „Body Logistic System” wyczerpująco przedstawiałam argumenty popierające żywienie zgodne z dobowym zegarem biologicznym, w którym pierwszy posiłek jest w przewadze białkowy, a ostatni węglowodanowy. Ten model żywienia propaguję od 2007 roku. W ten sposób prowadzimy na Sywletce pod kątem żywieniowym zawodników oraz ludzi nie zajmujących się profesjonalnie sportem, a dążących jedynie do trwałej transformacji sylwetki. Zgodnie z tymi zasadami zwiększamy zarówno gabaryty ludzi szczupłych jak i odchudzamy osoby niezadowolone z poziomu tkanki tłuszczowej. Odnosząc się do dobowego zegara biologicznego człowieka, spożywanie w ostatnim posiłku odżywek białkowych bazujących na białkach ciężkostrawnych, które zgodnie z reklamą mają uwalniać się przez wiele godzin, ma się nijak do tego, co nasz organizm chciałby robić w tej porze.

 

A jakie główne zadania stoją przez zmęczonym organizmem w czasie snu??? REGENERACJA I ODPOCZYNEK. Dlaczego więc mówię stanowcze „NIE” białkom na noc, które zamiast pozwalać na takowy odpoczynek zmuszają do pracy na wysokich obrotach Przypomnę główne argumenty przemawiające za tym, że białka, których przyjmowanie sugerowane jest przed snem, jest totalnie złym pomysłem w konfrontacji z ludzką fizjologią:

 

1 argument: Białko podwyższa metabolizm, a ten przecież przed snem zwalania

Białko jest składnikiem pokarmowym, na przyswojenie którego organizm musi wydać dużo energii. Stąd występuje u człowieka swoiste uczucie ciepła po spożyciu dużej porcji białka. Ustrój musi trochę namęczyć się ażeby przyswoić spożyte proteiny. I właśnie ten aspekt charakterystyki tego składnika pokarmowego stoi w opozycji do tego, jak natura zaplanowała tempo metabolizmu na przestrzeni dnia. Gdy budzimy się rano nasz metabolizm szaleje – jest to potrzebne żeby zbudzić się. Potem, im bliżej pory spania, metabolizm stopniowo zwalnia. Jest to oczywiście bardzo logiczne. Sen to czas nasilonych procesów regeneracyjnych. Obniżony metabolizm pozwala zaoszczędzić pewne rezerwy energetyczne, którą mogą zostać spożytkowane właśnie na szeroko zakrojone prace naprawcze, a w sprzyjających warunkach nawet o charakterze anabolicznym. Przyjecie porcji ciężkostrawnego białka to jakby zrzucenie na organizm ogromu pracy. Niestety wówczas nie mam mowy o spokojnym, regenerującym śnie.

 

image005
Bycie na diecie ma być elementem życia, a nie męczarnią

 

 

image007
W nocy temperatura ciała naturalnie obniża się. Dlatego właśnie przykrywamy się kołdrą. Zmniejszona temperatura to jeden z symptomów następującego w nocy zwolnienia procesów metabolicznych. Białkowe odżywki na noc zaburzają ten naturalny rytm

 

 

Argument II: Białko uniemożliwia produkcję serotoniny, która pozwala uzyskać wysoki poziom melatoniny warunkującej spokojny sen

 

Pokarmy wysokobiałkowe doprowadzają do dominacji aminokwasu tyrozyny we krwi, z którego powstają takie pobudzające hormony jak chociażby adrenalina, tyroksyna. Antagonistycznym do nich hormonem jest melatonina, która powstaje z serotoniny, którą z kolei organizm syntezuje z aminokwasu tryptofanu. Idą dalej tym tropem, co należy zrobić ażeby doprowadzić do dominacji tryptofanu nad tyrozyną? Okazuje się, że ogromny wpływ na równowagę tych aminokwasów we krwi ma spożywany pokarm. Działający nasennie tryptofan nie lubi obecności innych aminokwasów we krwi, za to dobrze czuje się w towarzystwie węglowodanów, które dostarczają energii na jego transport do mózgu (tu przekształci się w serotoninę). I tak, pokarmy wysokowęglowodanowe jak np. brązowy ryż obfitują w tryptofan, a pozostałych aminokwasów nie jest na tyle dużo, ażeby mogły one „zagłuszyć” jego dominację. Pokaramy wysokobiałkowe, w tym także odżywki białkowe, niestety pozwalają żeby prym wiodła pobudzająca tyrozyna, z którą tryptofan nie ma szans. Efektem tego jest niespokojny, płytki, przerywany sen, który na dłuższą metę prowadzi do przemęczenia organizmu.

 

Takie jest moje zdanie co do składu kolacji i śniadania. Oczywiście m.in. za sprawą przemysłu odżywkowego te stanowisko żywieniowe jest często trudne do zaakceptowania przez ludzi. Najczęściej podawanym argumentem na obronę nocnych białek, jest wizja wątpliwego moim zdaniem nocnego katabolizmu. Mniej wytrawni obrońcy tego modelu posługują się bardzo chwiejnym i nie mających żadnych podstaw uzasadnieniem, że tak robią wszyscy od lat. Często w domyśle są jakieś autorytety sportowe, które w spotach reklamowych twierdzą, że ich wygląd mięśniowy czy sukces sportowy to w dużej mierze zasługa nocnej mikstury białek o wydłużonym uwalnianiu. Niestety gdy wchodzę z taki ludźmi w dyskusję i image008proszę o podanie racjonalnych argumentów najczęściej irytują się pokazując mi palcem na swego idola - rosłego kulturystę, który przecież dzięki temu właśnie modelowi żywienia doszedł do takich wyników. Gdy zaczynamy wchodzić w dyskusję, zadaję moje ulubione pytania: „po co organizm ma potrzebę pójść spać?”; „dlaczego przykrywamy się wówczas kołdrą?”. Wówczas rozmówcy zaczynają czesto popadać w irytację. W sumie to ich rozumiem, ludzie nie lubią gdy ich spójny system wiedzy na jakiś temat zaczyna się walić. Kiedyś, niczym na krucjacie chciałam wytłumaczyć i uargumentować racjonalność jedzenia węglowodanów na noc każdemu, tracąc w ten sposób pokłady energii. Dziś na wykładach w czasie rozmaitych kursów przedstawiam argumenty, patrzę na zaspane twarze kursantów i mówię, że w sumie to mam w dupie czy będą mi wierzyć czy nie. Poproszeni o argumentację modelu żywienia z białkiem na noc szybko wypalają się i kończy się zazwyczaj na tłumaczeniu: tak robi X i jest dobrze. I niech robi tak dalej, mało mnie to interesuje. Wręcz do rozpuku rozbawia mnie, gdy ktoś usilnie próbuje wskazać na luki mojego toku myślowego poprzez przytaczanie argumentów w stylu: „zawodnik X do mistrzostw świata przygotowywał się w taki sposób”. Chcąc oceniać wpływ czynnika żywieniowego na wygląd, wytrenowanie człowieka, trzeba kontrolować wszystkie czynniki, jakie składają się na potencjalny wynik.

 

Myślę, że każdy rozwijający się człowiek dochodzi do takiego momentu, gdy nie potrzebuje poklasku całego środowiska. Wystarczą potwierdzone fakty, doświadczenia. I w pewnym memencie owy człowiek zauważa, że krucjata uświadamiania ludzi jest g…. warta. Niektórzy są przekonani tak o prawdziwości swojej racji, że przekonywanie ich to zwykłe marnotrawienie energii.

 

Niektórzy, pomimo młodego wieku, są tak zamknięci na nową wiedzą, że mi ich dosłownie żal. Bo jak to jest możliwe, że moja mama zastępuje mnie w moim sklepie z odżywkami, czyli gamą produktów, które jakieś 15 lat temu wywoływałyimage010 u niej lekką obawę; a młody człowiek na podstawowym kursie intstruktorskim, myślący że zjadł wszystkie rozumy, nawet nie chce poznać podstaw racjonalności argumentów za spożywaniem węglowodanów na noc. Jak widać wiek nie jest wyznacznikiem otwartości umysłu.

 

Co dziwne, o wiele łatwiejszy obecnie dostęp do wiedzy, powoduje, że coraz rzadziej zadajemy sobie trud żeby poddać analizie jakieś fakty. Zawsze lepszy jest „schemat” poddany w pigułce. I takich mamy dziś ludzi: ich system wiedzy to kilka takich „pigułek” z informacjami, między którymi nie potrafią dostrzec zależności i relacji. Bo każdy wie, że białko najbardziej podnosi termogenezę czyli napędza metabolizm, każdy jest również świadom, że sen to czas regeneracji. W towarzystwie, dzięki tym informacjom czasem nawet można przyświrować, że jest się oblatanym w temacie. Nikt jednak nie dostrzega, że dwie te pigułki, przyjmowane razem kłócą się. A jak dwa leki wykluczają się, to można tylko mieć po nich sraczkę. 

 

Sylwetka prowadzi zawodników zgodnie z takim modelem żywienia od 2008 roku. Wielu już dziś zapomniało o swoich korzeniach, jak i o tym, że tak naprawdę największe sukcesy mieli wówczas, gdy jedli śmieszne dla wielu węglowodany na noc.

image012

Dziękuję obecnym zawodnikom i zawodniczkom Sylwetki, szczególnie Wojtkowi Pieczabie i Krzysiowi Skryplonkowi. Nie dlatego, że lubię ich bardziej od innych reprezentantów Sylwetki!. Ich ogromne gabaryty mięśniowe są zwyczajnie dla wielu jedynym argumentem, jaki pozwala uwierzyć w siłę nocnych węglowodanów…

 

image014

Nie masz uprawnień do dodawania komentarzy.

Copyright © 2017 Sylwetka.org. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.