Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

image001
Sylwetka: Ponad 5 lat temu na naszym portalu przedstawialiśmy sylwetkę Rafała Górki – utalentowanego zawodnika, który pierwsze kroki kulturystyczne stawiał w siłowni Efekt Toruń pod okiem Leszka Michalskiego. Rafał w sensie sportowym był zawsze trochę nieobliczalny. Sięgnął po medal Mistrzostw Świata w kulturystyce juniorów, a potem postanowił „przebranżowić się” się na sporty walki. Rafał na nasze specjalne życzenie przedstawia co u niego działo się w ciągu ostatnich lat.



Minęło dokładnie 10 lat odkąd startowałem w ostatnich zawodach kulturystycznych. Miało to miejsce na Mistrzostwach Świata seniorów w Moskwie. Dziś po kulturystyce została mi tylko sylwetka, która nabrała bardziej wytrzymałościowej definicji. Sportem zajmuje sie nadal, lecz moja dyscyplina zmieniła na nieco bardziej dynamiczną. Początkowo trenowałem MMA i myślałem, że pójdę w tym kierunku. Jednak po pojawieniu się w moim życiu nowego trenera od boksu tajskiego nieco bardziej zacząłem podążać tą drogę. Trener Parn Petch Rirom pochodzi z Tajlandii. Zainspirował mnie kultura tajską i sposobem w jaki traktuje ten sport. Boks tajski był całym jego życiem co mi bardzo imponowało mnie. Zacząłem treningi pod jego okiem. Stawiał duży nacisk na kopnięcia, uderzenia kolanami oraz walkę w klinczu. W połączeniu z tradycyjnym boksem dało idealne połączenie, które sprawdzało się w moich późniejszych walkach.

Pierwszy pojedynek w zawodowym ringu stoczyłem przeciwko doświadczonemu zawodnikowi z Pourthsmoth Mattowi Scott, który od kilkunastu lat był trenerem w swoim klubie. Jego doświadczenie nie stanowiło dla mnie problemu, tylko bardziej motywowało do  rywalizacji.  Walka była zacięta, mój przeciwnik był wzorcowo przygotowany technicznie. Moje silne uderzenia przewyższyły jednak jego warsztat techniczny. Sędziowie przyznali mi jednogłośne zwycięstwo. Byłem zadowolony z wyniku. Wiedziałem, że dzięki niemu kolejne walki staną przede mną otworem.
Następny pojedynek  stoczyłem, po raz pierwszy walcząc w edycji walk Pure Force, w Luton. Moim przeciwnikiem był zawodnik z Rosji,  który miał już spore doświadczenie w ringu. Nasz pojedynek przyniósł wiele emocji od samego początku do końca. To była prawdziwa wojna, po której sędziowie przyznali nam remis. Zarówno ja jak i mój przeciwnik opuszczaliśmy z ring z uśmiechem.

Kolejna walka była dominacją przeciwko zawodnikowi z Anglii. Z wygranej oczywiście bardzo sie cieszyłem ale nie byłem usatysfakcjonowany odnosząc łatwe zwycięstwo. To w przyszłości wpłynęło na moje decyzje odnośnie doboru przeciwnika. Następna walka była dla mnie wyzwaniem. Stanąłem przeciwko Barrego Mountforta z klubu K-Star, który był bardzo doświadczonym zawodnikiem i miał na swoim koncie 2 pasy mistrzowskie. Zmobilizowany udałem sie do Birmingham. W 2 rundzie mój przeciwnik wylądował na deskach, a ja wygrałem pojedynek. Byłem bardzo usatysfakcjonowany i wiedziałem, że mój trening idzie w dobrym kierunku. Zacząłem częściej walczyć i wygrywać.

W końcu otrzymałem pierwszą propozycje walki o pas. Potraktowałem to bardzo poważnie, stąd udałem sie do rodzinnej siłowni trenera w Tajlandii gdzie spędziłem 5 tygodni trenując z najlepszymi zawodnikami z różnych zakątków świata. Byłem zachwycony kulturą tajska i niesamowitą życzliwością ludzi. Chodziłem oglądać walki muay thai na żywo na legendarny stadion Lumpinee w Bangkoku.  Marzyłem wówczas, że któregoś dnia i ja tam będę walczył.
Podczas mojego pobytu w Tajlandii mój trening odbywał sie dwa razy dziennie, dodatkowo biegałem każdego dnia po 12 km. Wróciłem do Anglii przygotowany jak nigdy dotąd. Tak mi sie przynajmniej  wydawało…
Walka odbyła sie w Oxfordzie, w mieście w którym mieszkałem od kilku lat. Zawsze na każde walki jeździła ze mną kilkudziesięcioosobowa grupa znajomych. W Oxfordzie zjawiło się jednak wiele innych osób chcących oglądać moje zmagania. Chciałem wygrać za wszelka cenę, ale jednocześnie czułem przetrenowanie.  Była to moja pierwsza przegrana na punkty…

Byłem troszkę podłamany, że pas mistrzowski przeszedł mi kolo nosa. Nie zniechęciło mnie to jednak, tylko skłoniło do jeszcze cięższej pracy. Kolejne walki, kolejne wygrane.

Znowu walka o pas,  tym razem federacji ISKA. Moim przeciwnikiem był zawodnik, który walczył w serii walk emitowanych przez brytyjską telewizję. Potraktowałem przygotowania równie poważnie, ale dałem sobie więcej odpoczynku w ostatnim tygodniu przygotowań. Znowu liczne grono moich przyjaciół udaje sie ze mną do Luton gdzie po raz  trzeci miałem walczyć dla federacji Pure Force. To był mój dzień. Odniosłem zwycięstwo i zdobyłem pas Mistrza Anglii Południowej.
Kolejna propozycja walki dotyczyła walki o najważniejszy pas na wyspie, czyli o mistrzostwo Wielkiej Brytanii w tajskiej A klasie. Moim przeciwnikiem był Jersey Pinto, który pochodził z Brazylii. Pojedynek był zacięty i wyrównany.  Przewalczyliśmy cale 5 rund po 3 minuty. Byłem z siebie zadowolony i  pewny zwycięstwa. Sędziowie ogłosili wynik dając niejednogłośne zwycięstwo mojemu przeciwnikowi, co wzbudziło widoczne rozczarowanie wśród publiczności. Ja jednak byłem z siebie zadowolony, gdyż  nasz pojedynek toczył się na bardzo dobrym poziomie.

Znowu byłem głodny cięższych treningów, wiec postanowiłem  po raz kolejny wyjechać do Tajlandii aby dalej móc sie rozwijać. Właścicielem siłowni Sasiprapa w Bangkoku, w której trenowałem był trener Kadry Narodowej Tajlandii. Był on dobrze poinformowany o wynikach moich walk w Europie. Ten wyjazd był dla mnie przełomem. Dostałem propozycje walki na Stadionie Lumpinee, o czym kiedyś mogłem tylko śnić. Zawodnicy z całej Tajlandii,  trenujący nawet po 10 lat, marzą aby moc zawalczyć w stolicy. Trenowałem najciężej jak kiedykolwiek. Moim przeciwnikiem miał być zawodnik z Ameryki. Samo uczucie, że walczę na tym stadionie wśród Tajlandczyków było niesamowite... Ostatecznie pojedynek wygrałem efektownym nokautem w 3 rundzie. Stadion mi dziękował, ja schodziłem dumny z ringu. Resztę wyjazdu spędziłem odpoczywając i  podziwiając uroki Tajlandii oraz kosztując przysmaki kuchni tajskiej.
Moje kolejne pojedynki w Europie toczyły się juz na najwyższym poziomie. Walczyłem z najlepszymi zawodnikami  na galach federacji Enfusion, skąd transmisje są również w Polsce.

Obecnie zmieniłem miejsce zamieszkania i na stałe przeprowadziłem sie do ukochanej Polski po 9 latach emigracji. Nadrabiam moja nieobecność w kraju również pod względem edukacyjnym. Rozpocząłem studia w Wyższej Szkole bankowej w Toruniu. Obecnie trenuję w Toruńskim klubie Smok pod okiem Marka Marszala, który jest wspaniałym trenerem. Mam w planach jeszcze sporo zamieszać na światowych ringach. Cieszy mnie to, że znowu odnoszę sukcesy. W kulturystyce byłem dwukrotnie vice mistrzem Świata i dwukrotnym mistrzem Polski. Miałem też sporo wygranych w różnych pucharach krajowych. Trenując w Anglii boks tajski również osiągnąłem poziom mistrzowski.

Zamiłowanie do sportu pozostaje na zawsze. Ciężko trenując i stawiając sobie cele mamy Świat w zasięgu ręki. Grunt to sie nie poddawać się i pomimo niepowodzeń celować wyżej za każdym razem.

Pozdrawiam wszystkich kolegów treningowych, kolegów z klubu Smok oraz Stowarzyszenie i portal Sylwetka.

RAFAŁ GÓRKA

Nie masz uprawnień do dodawania komentarzy.

Copyright © 2017 Sylwetka.org. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.